You know nothing Jon Snow

Parę lat temu zatytułowałbym pewnie ten wpis „Wiem że nic nie wiem”. Trzeba jednak iść z duchem czasu i lansu, więc Sokrates przegrywa z Georgem Martinem. Tak czy inaczej będzie o nieprzewidywalności w projektowaniu gier.

Ubiegły weekend spędziłem w Niemczech na evencie planszówkowym. Wspólnie z Krzyśkiem Szafrańskim prezentowaliśmy nowe gry naszego wydawnictwa współpracownikom i gościom z całej Europy, którzy przyjechali na event niemieckiego wydawcy – firmy Heidelberger. Szczęśliwie prezentowaliśmy fajny produkt, było sporo chętnych i w efekcie kładliśmy się spać o 2, 3 w nocy.

W niedzielę trzeba było zerwać się o 7 na samolot, więc wsiadając do Boeinga o godz 11 rano zasypiałem na stojąco. Gdy wreszcie usiedliśmy planowałem drzemkę aż do Warszawy jednak permanentny proces sprzedaży usług wszelakich w tanich liniach lotniczych mi na to nie pozwolił. Siedziałem więc i gapiłem się zaspany w okno. I wtedy… wymyśliłem grę. Przez pozostałą godzinę lotu kawałki nowego prototypu układały mi się w głowie. W domu zasnąłem ale nie zapomniałem o grze.

Następnego dnia jeszcze raz wszystko przemyślałem, we wtorek zrobiłem prototyp, a w środę w Monsoonie odbyły się pierwsze testy. Gra działa, jest fajna, rozegraliśmy dwie partyjki. Wiadomo że praca nad nią jeszcze trochę potrwa, ale w sumie w cztery dni powstała gra! Wymyśliłem ją w najmniej spodziewanym momencie, gdy umierałem ze zmęczenia, a niemiecka stewardesa próbowała mi sprzedać zdrapkę, która da mi szansę na wygranie kanapki z niedobrą niemiecką wędliną. Mało komfortowe warunki.

I teraz pytanie: dlaczego? Skąd taka łaskawość bogów dizajnu? Czy to fizyczna bliskość, bo wszak szybowałem na wysokości kilku tysięcy metrów nad ziemią? Czy może jakiś inny tajemniczy czynnik?

Odpowiedź brzmi: nie mam bladego pojęcia!

Im dłużej zajmuję się projektowaniem gier tym mniej wydaje mi się że coś jest jakieś. Ostatnio szukając materiałów na stronę znalazłem jeden ze swoich pierwszych wywiadów o projektowaniu z czasów tuż po wydaniu Małych Powstańców. Trochę wstyd mi się zrobiło jak zobaczyłem, ile tam opowiadam z przekonaniem o projektowaniu, że coś należy robić w jakiś sposób. Ależ był ze mnie Jon Snow!

Dziś oczywiście widzę wiele różnych zależności i prawidłowości i mówię że zwykle tak się dzieje że np. proces wymyślanie gry trwa co najmniej dwa, trzy tygodnie i muszę odpowiednio długo chodzić z tematem w głowie, aby pojawiły się dobre pomysły.

Jednak nadal zdarzyć się może, że zasypiając w samolocie i myśląc o tym jak niedobre są niemieckie kanapki po prostu wymyślam grę. I choć nie wiem czego będę się wstydził czytając ten tekst za parę lat (mam nadzieję że niczego) to jestem pewien, że te rzadkie, magiczne i zaskakujące chwile są absolutnie niezwykłe i że właśnie dla nich warto zajmować się projektowaniem.

  • Tycjan

    To już podświadome działanie wyćwiczonego w danym „zakresie” umysłu. Tak jak poeta myśli wierszem, autor książek widzi prozą, wynalazca wszystko chce usprawnić, tak projektant zaangażowany w swoja pacę wymyśla gry „w jednej chwili”. Myślę, że to jak najlepszy znak 🙂